Polacy w Bristolu i South West

Medical dictionary acheter cialis sans ordonnance watches current acheter viagra restrictions.

Ciekawostki

Historia na walentynki

Mam na imie Michalina. Jestem z Rydultow, Gorny Slask. Studiowalam ogrodnictwo w Poznaniu. Chcialam zmienic studia jak sie zorientowalam, ze to bez sensu, ale moi rodzice uwazali ze lepiej nie itd. Problem w tym, ze jak skonczylam studia to sytuacja ekono-polityczna Polski sie zmienila i cala produkcja ogrodnicza przychodzila ze slawnej Holandii a polskie ogrodnictwo padlo.

Byl 1994 rok– ja  24 lata, mgr inz, i  wymyslysmy sobie z kumpela, ze moze pojechalybysmy do Londynu pozdajemy CAE i CPE i z po pol roku wrocimy do Polski i poszukamy powaznej pracy.
I tak sie stalo. Pojechalysmy. Hammersmith. Sprzatanie. Praca w szatni – Ronie Scott´s Jazz Club – bylo dobrze.

Rogerio poznalam w Anglii. Chodzilismy do tej samej klasy w szkole jezykowej.

Tak naprawde to byla tam grupa brazylijskich dziennikarzy – pogodnych, blyskotliwych i z duzym poczuciem humoru. Zaczelam z nimi wychodzic i po jakims czasie coraz wiecej czasu spedzalam z Rogeriem. Jak zaczelismy chodzic ze soba (ale to dziwnie brzmi) to co dwa tygodnie sie rozchodzilismy, bo wiedzielismy, ze nasz zwiazek to absurd (ja z Rydultow – miasteczko na Gornym Slasku, a on z São Paulo). To byl 1994 i takie zwiazki jeszcze wtedy nalezaly do unikatow. W koncu po pewnym czasie takiego „tylko jeszcze tydzien bedziemy razem”, zdecydowalismy sie na wspolne mieszkanie. Myslelismy, ze mieszkajac razem napewno sie poklocimy i w spokoju kazdy pojdzie w swoja strone. Coz, nie udalo sie ;)

W styczniu 1996 mielismy juz dosc. Egzaminy pozdawane. Rogerio tez chcial wracac – praca na niego czekala od nastepnego dnia po powrocie. No i zdecydowalam sie na wyjazd.
Byla jeszcze jedna niespodzianka, tydzien przed wylotem – bylam w ciazy. Od poczatku uwowione ze dziecko jest moje i jak sie nie uda to zabieram ze soba. Ok – trudna decyzja ale Rogerio sie zgodzil. Jak juz pozdawalismy wszystkie Cambridgowskie egzaminy i jak nam sie juz zbrzydl tez zywot w Londynie to zdecydowalam wyjechac na ROK do Brazylii. Coz moj rok jak na razie trwa 15 lat.

Moi rodzice byli bardzo silni. Zawsze mialam bardzo kumpelska relacje z rodzicami (jezdzilam z ojcem na grzyby na tydzien, tylko ja i on). Moja mama napisala mi list w ktorym pisala, ze moj dom bedzie zawsze moim domem i cokolwiek by mi sie nie przytrafilo zawsze beda na mnie czekac. No i ze bede wiedziala jak ona sie czuje jedynie jak bede matka (swieta racja!). Smutne ale dobrze ze mam dwie siostry ;) Bardzo polubili Rogerio, choc tak mlodo wygladal ;).Wyobraz sobie, ze  Rogerio bez slowa po polsku i moj ojciec bez slowa po portugalsku przeprowadzali dyskusje polityczne (w trojke – Rogerio, moj ojcie i tlumacz - butelka J.Walkera). Dochodzili do calkiem zaskakujacych wnioskow.

Przylecialam do Sao Paulo 13 marca 1996 - wszyscy sie bali tej daty;). Rogerio sie spoznil na lotnisko, a ja sobie myslalam ”Boze zloty co ja tutaj robie”!!! Nagle sie pojawil. Ale ulga!
Pierwsze wrazenie jest szokujace – São Paulo to ogromny moloch, pelen betonu i wielopasmowych drog. Garaze wbudowane w domy i wykafelkowane podlogi w pokoju telewizyjnym i sypialniach. No i na obiad codziennie ryz z fasola.

Przed przyjazdem uczylam sie troche portugalskiego ale jak przyszlo co do czego to i tak nikt nie mowil tego czego sie nauczylam. Caly czas sie usmiechalam i mowilam  - muito legal (czyli bardzo fajnie). Na poczatku czulam sie jak pies ktory reaguje na swoje imie merdajac ogonem. Wsrod tej calej portugalskie paplaniny rozumialam tylko moje imie i zawsze sie cieszylam ze nie mam ogona ;)

Tutaj gesty sa inne, zwyczaje sa inne ... Znajomi i rodzina Rogeria przychodzila, zeby mnie poznac i nastepnego dnia dzwonili i mowili ze mnie bardzo lubia (wyobrazasz to sobie?).  Jak Kwasniewska przyjechala do Brazylii, bylam jej tlumaczka. Zona burmistrza miasta wraz z przyjaciolkami powiedzialy do Kwasniewskiej : „fajna jestes. Bardzo Cie lubimy”. Oni tacy sa.

Po jakichs 6 miesiacach juz mowilam, dogadywalam sie z wszystkimi. Nawet z lekarzem w czasie porodu sie dogadalam (ale to innym razem ;)

Ze wzgledu na odnawianie wizy, zdecydowalismy sie pobrac w Urzedzie Stanu Cywilnego. Wtedy nie musialam jezdzic na Policje Imigracyjna co 3 miesiace. Bylam w 7 czy 8 miesiacu ciazy. Stalismy w kolejce zeby sie pobrac. Bylo moze jakies 8 par. Poprostu cyrk. Niezle sie ubawilam. Potem bylo barbecue u rodzicow i dostalismy kupe dziwnych przedmiotow.
Po jakims roku zaczelam uczyc angielskiego i moj portugalski poprawil sie niesamowicie, dzieki uczniom ktorzy pytali czy np. Chair to cadeira.

Potem kupilimy pierwsze mieszkanie. Znalazlam prace w szkole jezykowej, gdzie tez bardzo dobrze sie bawilam. Potem zalozylam szkole angielskiego ze wspolniczka, nastepnie odeszlam i zalozylam swoja. Robie tlumaczenia i czasem, choc coraz rzadziej pracuje jako tlumacz na konferencjach itd.

Na poczatku nie mialam zadnego kontaktu z Polakami. Konsulat potraktowal nas bardzo nieprzyjemnie, zeby nie uzyc slowa hamsko. Potem jednak zaprzyjaznilam sie z nowymi ludzmi z konsulatu i poznalam cala Polonie. Uczylam polskiego i organizowalam imprezy.

Jak moja corka Karolina miala 8 lat to oznajmilam ze zachodze w ciaze, bo nie chce miec dziecka jedynaka. W dniu urodzin Rogeria zrobilam badania i .... okazalo sie ze bedziemy miec blizniaki! To byl chwyt ponizej pasa. Rogerio prawie sie rozplakal.

Ale ok.

W calym naszym  zyciu brakowalo nam jeszcze tylko dwoch rzeczy: slubu koscielnego i zareczyn.

Slub koscielny odbyl sie w 10 rocznice naszego zwiazku w Polsce, a na pierscionek zareczynowy  czekam do dzis.  Od Brazylijczykow nauczylam sie, zeby niczym sie nie przejmowac. Ich powiedzenie to „na koniec wszystko bedzie dobrze, a jak nie jest dobrze to znaczy ze to jeszcze nie koniec”. Oni sa zawsze na luzie (choc czasem doprowadza mnie to do szalu), gadaja i gadaja bez konca. Zawsze wszystko sie da zrobic (najczesciej jutro). Z drugiej strony rzeczywiscie sa bardzo wrazliwi – zeby kogos ochrzanic w pracy, to  uzywam tej gadki ze jest mi przykro, ze tak nie mozna robic... nigdy nie mozna im niczego wygarnac wprost. No i nigdy nie mozna krytykowac Brazylii (tzn oni moga, i tylko oni). Ja jestem zawsze po ich stronie. Narzekam na gringo (obcokrajowcow) i wychwalam zalety Brazylii i Brazylijczykow, pije caipirinhe i tancze sambe. Jacy to oni goscinni, oddani itd ( i to jest prawda). Sa przemili.

Jesli chodzi o mezow, chlopakow to musze przyznac, ze sa bardzo zazdrosni. Juz w Londynie Rogerio od czasu do czasu dawal tego znaki. Dla mnie to bylo bardzo dziwne. Teraz to juz mnie tak nie dotyczy. W koncu mam 3 dzieci!!

Ogolnie to brakuje mi moich starych przyjaciol ze studiow no i najbardziej moich siostr i rodziny. Odwiedzin w niedziele i wspolnych weekendow. Zazwyczaj jezdzimy do Polski raz w roku i wtedy probujemy nadrobic ale to nie to samo. Odloty sa bardzo ciezkie. Czuje sie jak wygnaniec. Wtedy mysle, ze gdybym nie wyjechala z Rogeriem to moze bylabym teraz stara panna, taka okropna , z zarosnietymi nogami ;)

Na poczatku dochodzilo do klotni miedzy nami, ze wzgledu na roznice kulturowe

Np. Rogerio powiedzial ze pojdziemy na zakupy i potem nie poszlismy. A ja jestem, a moze bylam, slowna do bolu i nie moglam tego zrozumiec jak ktos moze nie dotrzymywas slowa. Innym problemem byla punktualnosc! Ludzie zloci! Na urodziny przyjezdza sie z 1h opoznieniem i jest ok. Teraz juz tak sie przestawilam, ze jak pojechalam na spotkanie pomaturalne w Polsce, ktore bylo o 18 i  ja przyjechalam o 19 to nie moglam zrozumiec jak wszyscy przyjechali o 18!!! A oni do mnie co sie stalo, ze tak sie spoznilam!!

Poza tym to popoludniowa drzemka jest wazniejsza od wszystkiego na swiecie.

W Brazylii dobrze sie zyje. Moja mama bardzo sobie chwali wybor warzyw, owocow i bardzo tanie mieso, moja siostra imprezy i restauracje. Jak moi rodzice tu byli to odwiedzilismy wiele miejsc. Bardzo im sie podobalo. Moja mama byla tu juz 3 razy. Swietnie sobie radzi.

Jest duzo dziwnych rzeczy, ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic.

Nie moge narzekac. Szkoda tylko ze tak daleko. Czasem  dzwonie do moich siostr albo mamy przez skypa, otwieramy wino i plotkujemy przez telefon. Coz tak to jest.

No coz, jestem mezatka od 17 lat.

Nigdy w zyciu nie przyszloby mi do glowy, ze bede miala brazylijskiego meza i bede mieszkac w Brazylii (ktora mi sie kojarzyla z tym z czym sie wszystkim kojarzy ;) Nie wybralam Rogeria tak sie poprostu stalo. I za kazdym razem jak jade do Polski to czasem jest mi lzej na duchu jak widze moich rowniesniekow z brzuszkami, lysinkami, jakby przed chwila wstali...

Nie lubie uogolniac ale nie znam wielu fajnych Polakow. Wydaje mi sie ze Polacy sa naburmuszeni, ciagle niezadowoleni. Moj maz natomiast nadal ma wspaniale poczucie humoru i na zamowienie moze mnie rozsmieszyc do lez. Dba o swoja kondycje, gra w pilke w kazdy czwartek o 21:00. Jest lekki w obejsciu, pogodny.
No i sex. To nie sa mity, co mowia o Brazylijczykach ;)